Declare
independence – wzywa Bjork naród Wysp Owczych i Grenlandii w jednym ze
swoich muzycznych utworów. Obydwie wyspy nadal pozostają pod panowaniem Danii,
jak niegdyś Islandia. Kraina lodu, z której pochodzi Bjork, to kraj posiadający
jedną z najbardziej konkurencyjnych gospodarek Europy. Rybołówstwo, hodowla
owiec, przemysł lekki i spożywczy oraz niewielkie fabryki pozostałych jego
gałęzi – to, obok turystyki,
całkiem niezłe źródła utrzymania gospodarki. Aktywne wulkany gwarantują termalne wody,
a te wykorzystuje się do ogrzewania mieszkań, jak również szklarni, w których uprawia się warzywa i kwiaty. Wszystkie podstawowe potrzeby społeczności pozornie mogą zostać zaspokojone dzięki zasobom, które są dostępne na wyspie. Dopóki nie staniemy przed sytuacją, że potrzeby społeczności muszą zostać zaspokojone jedynie z tych dostępnych źródeł.
całkiem niezłe źródła utrzymania gospodarki. Aktywne wulkany gwarantują termalne wody,
a te wykorzystuje się do ogrzewania mieszkań, jak również szklarni, w których uprawia się warzywa i kwiaty. Wszystkie podstawowe potrzeby społeczności pozornie mogą zostać zaspokojone dzięki zasobom, które są dostępne na wyspie. Dopóki nie staniemy przed sytuacją, że potrzeby społeczności muszą zostać zaspokojone jedynie z tych dostępnych źródeł.
Sigridur
Hagalin Bjornsdottir, islandzka dziennikarka, przedstawiła taką sytuację w
swojej powieści „Wyspa”. Islandia zostaje niespodziewanie odcięta od świata.
Pozornie niewiele się zmienia, a brak kontaktu ze światem wydaje się chwilową
niedogodnością. Ot, zerwało się podmorskie łącze, istotna ale naprawialna
awaria; atrakcja taka, będzie o czym
mówić. Internet działa tylko na terenie kraju, ale działa, prąd jest, sklepowe
półki przecież pełne, no, może turyści trochę narzekają, że nie mogą wrócić do
domu, ale od tego są przecież jakieś
służby. Dziennikarze zadowoleni z tematu, obowiązki prezydenta i premiera
przebywających poza krajem przejmuje Ministerstwo, a życie zwyczajnych ludzi
toczy się dalej. Do czasu. Wysłane na rekonesans samoloty znikają z radarów, urywa się łączność z kolejnymi wypływającymi
statkami, i nikt nie wraca, i nikt nie szuka, a wszystko już trwa dni,
tygodnie, miesiące…
Islandzką
historię izolacji poznajemy z perspektywy kilku mieszkańców kraju. Wraz z
Hjaltim, dziennikarzem, odkrywamy zakulisowe zmagania polityków; razem z Marią,
skrzypaczką, obserwujemy upadek kultury i moralności; towarzysząc dzieciom
Marii walczymy o podstawowe dobra: żywność i poczucie bezpieczeństwa. Nasi
bohaterowie nie spełniają w powieści jedynie funkcji obserwatora, dziennikarza,
czy artystki. Są także jednostką, która przeżywa, zmaga się, odbiera izolację
na swój własny sposób, odkrywa w sobie cechy, które w zwyczajnych
okolicznościach by się nie przejawiły.
Kolejnym
bohaterem w powieści jest Społeczeństwo. Początkowy niepokój mieszkańców
Islandii zmienia się z czasem w przerażenie i walkę o przeżycie. Szansę mają
głównie jednostki silne, sprytne bądź przydatne. Pieniądze tracą
wartość, a barter staje się głównym płatniczym środkiem. Edukacja zawęża
się do nauki praktycznej, pozwalającej fizycznie wyprodukować i wyhodować
to, co pomoże przeżyć. Tworzy się nowy porządek, bezduszny
i rygorystyczny na szczeblach władzy, równocześnie chaotyczny organizacyjnie i
bezkarny w działaniach wykonawczych.
Kompozycja
książki jest ciekawa. Oprócz relacji wydarzeń z punktu widzenia kilku
mieszkańców wyspy znajdziemy tu również fragment pamiętnika, a także dziennikarskie
artykuły. Język książki cudownie literacki; doceniam również wspaniałe
tłumaczenie. I chociaż pomysł fabularny dla niektórych może wydać się zużyty,
to uważam, że książka wnosi wiele nowego. Zamkniętych społeczności, w obliczu
tragedii, czy innych izolacji w powieściach było dużo. Oczywiście, że nie
porównam „Wyspy” do „Dżumy”czy „Władcy much”, ale czy jest gorsza niż „Metro 2033” ? Nie jest. Po prostu
jest inna. A spojrzenie na izolację z perspektywy życiowo funkcjonującej wyspy
jest ciekawym doświadczeniem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz