Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rękodzieło. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rękodzieło. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 listopada 2020

Kropkowanie - zakładka urodzinowa




Tegoroczny urodzinowy prezent od teściowej, to elegancka zakładka wykonana w technice dot painting, czyli zdobienie kropkami. Technika tylko pozornie prosta - wymaga ogromnej cierpliwości, skupienia i wyciszenia. Podziwiam wszystkich, którzy są w stanie połączyć wszystkie te elementy.

W moim wypadku najlepiej wychodzą mi kropki wykonane dziurkaczem biurowym. Po ćwierćwieczu ćwiczeń wychodzą idealnie okrągłe.

Zakładka przepiękna. Jedna z piękniejszych jakie otrzymałam. Dziękuję.




 

czwartek, 24 września 2020

Tryptyk runiczny

 


Tryptyk runiczny - dzieło mojej teściowej Barbary :).

Moje propozycje tytułów:


Tryptyk ekonomiczny "Run na bank"

Tryptyk filmowy "Potrójne życie weruników"

Tryptyk osobowościowy "Renuwacja wizerunków"


Ostatnio na blogu nie bywam, ponieważ przeniosłam prezentowanie swojej kolekcji na instagram.

Zasięg większy, zainteresowanie zadowalające, a i kontakt z odbiorcami intensywniejszy.

Dla zainteresowanych - nazwa mojego profilu, to @zalozone_strony

Pozdrawiam.





piątek, 19 czerwca 2020

Przyszłość przelewa się w przeszłość...




"Przyszłość przelewa się w przeszłość przez zwężenie w teraźniejszości" - jak pisał Pratchett w "Kosiarzu". 


Oczywiście, że się z tym godzę, jednak uczciwsza byłaby dodatkowa zależność: im więcej przeszłości za nami, tym szersza niech będzie teraźniejszość, bo brak czasu w niej na wiele przyjemnych (więc ważnych) spraw.  

Każdy ma takie stany lękowe, jakie sobie wypracował, a moje skupiają się na świadomości, że nie przeczytam wszystkich książek, które przeczytać bym chciała. Zapisana jestem do kilku bibliotek, a książki biorę równocześnie na karty wszystkich domowników. W domu zachłystuję się zdobyczami i martwię, że nie zdążę przeczytać książek z pozostałych bibliotecznych półek. 

Zadumany ten post, bo wyciągnęłam zakładkę - prezent teściowej na moje 33 urodziny. Minęło od nich prawie 11 lat (!). 
Pytam: kiedy? 
Pytam: jak? 

"Książki zaginają czasoprzestrzeń" - to również Pratchett w "Straż! Straż!".

Podejrzewam, że to jest powód mojego gwałtownego przejścia z wieku 33 na 44. 
Za dużo czytałam.
Bo jak inaczej to wytłumaczyć?

wtorek, 25 lutego 2020

Kartka z kalendarza




W dzieciństwie uwielbiałam zrywać kartki z kalendarza. Oczywiście najciekawszy był jej rewers z tekstem-niespodzianką. Raz mnie czekała porada jak usunąć plamę z kawy, innym zaś razem jak czyścić sztućce ze stali nierdzewnej. Jedna z kartek skrywała wiersz K. K. Baczyńskiego "Elegia o... [chłopcu polskim]". Czytałam go na gorąco, stojąc w kuchni, a im dalej w wiersz, tym więcej łez kapało na kuchenny blat. Gdy dotarłam do ostatnich słów "Zanim padłeś, jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką. Czy to była kula synku, czy to serce pękło?" ugięły się pode mną nogi...

Miałam 12 lat (szósta klasa) i było to moje pierwsze spotkanie z poważną poezją i z Baczyńskim. Zbyt młoda i nieoczytana, aby zrozumieć niektóre zdania, odebrałam wiersz emocjonalnie. To serce zareagowało, a nie rozum i wiedza. W takim wieku zdania "wyszywali wisielcami drzew płynące morze", czy "malowali krajobrazy w żółte ściegi pożóg" były dla mnie tajemnicze. Ba! nie znałam nawet wyrazu "pożoga". 
Nie przeszkodziło mi to jednak nauczyć się  "Elegii..."  na pamięć. Bałam się, że gdy zgubię kalendarzową kartkę, nie odnajdę więcej tego wiersza...

Dopiero w ósmej klasie zrozumiałam sens utworu. Na lekcji polskiego poznaliśmy Baczyńskiego i omawialiśmy właśnie "Elegię o...". Byłam zbyt nieśmiałą uczennicą, aby zgłosić, że znam wiersz, a co dopiero wyrecytować go na forum klasy. Nie wiem, czy tego żałuję. Zbyt dużo targa mną emocji na samą myśl o Baczyńskim.

Żałuję jednak tego, że redaktorzy kalendarza z 1988 roku nie dowiedzą się, jaki wpływ miała ta jedna kartka na życie przeciętnej, PRL-owskiej nastolatki. Dzięki nim pokochałam poezję i pokochałam Baczyńskiego - miłością wieczną.

Na zdjęciu nie Baczyński i nie tomik jego poezji. To zakładka, która urzekła mnie od pierwszego wejrzenia - poruszyła emocje jak Elegia. Otrzymałam ją jako prezent na 39 rocznicę urodzin. Przez 2 kolejne lata zdobiła półkę, bo nie potrafiłam się na nią napatrzeć.  Wykonała ją i sprezentowała oczywiście mama Basia. :).

sobota, 30 listopada 2019

Akupunktura dnia

 

Przedzimie. Mokro, nijako i niezbyt. W nieuzasadnionym niczym porywie optymizmu, rozciągnęłam na tamborku jeden z tych zakichanych dni. Przesadnie mocno ścisnęłam obręcze. Reszta pomarszczonego czasu zwisała smętnie poza ramą. Zahaftuję przynajmniej jedną chwilę, zadziergam pochmurną szarość i pluchę, ubarwię choćby okamgnienie.

Otępiałe igły nie chciały współdziałać. Nitki rwały się, lecz nie do pracy. Ściegi ociągały, a frustryga* pętliła za igłą i przed krzyżykiem.
 
Sprowadziłam zatem ciężki sprzęt. Marazm kontra maszyna. Aplikacja w kolorze udana.     

* Fastryga z frustracją
 
P.S. Zakładki sporządziła moja teściowa. Zużytą narzutę poddała recyklingowi. Aplikacja była już wykonana wcześniej :).
 
 

poniedziałek, 25 listopada 2019

Listopad w szczycie jesiennienia



Listopad w szczycie jesiennienia, dni karłowacieją, a poranne wstawanie zdaje się być coraz mniej interesującym zajęciem. Niemniej ten miesiąc właśnie jest czasem licznych urodzinowych obchodów w naszej rodzinie. A to wiąże się z prezentami. 

W tym roku wśród książkowych niespodzianek znalazły się dwie części "Mindhuntera". Jesteśmy właśnie po dwóch sezonach serialu, który powstał na podstawie tychże i bardzo ciekawi nas książkowy pierwowzór. Tym bardziej, że nie wiedzieliśmy, że serial inspirowany był książkową publikacją. 

Nie wiedzieliśmy również, że Tomasz Organek - muzyk - napisał powieść, a tym bardziej powieść, której akcja dzieje się w listopadzie. Aktualne klimaty zatem - szaruga i (g)burowatość. 

W podtrzymaniu chłodnej atmosfery pomoże nam Flavia de Luce, która w kolejnej części stawia tezę, że "Przytulnym miejscem jest mogiła". Zobaczymy, czy ją obroni.

I przekonamy się także, czy rzeczywiście my, ludzie, spieprzyliśmy wszystko, jak twierdzi Tom Phillips w "Krótkiej histori...".

Żółta powieść na zdjęciu to "Więcej niż słowa" Brigid Kremmerer (dlaczego nie umieszczono nazwiska autorki na grzebiecie?), którą pokochałam za "Listy do utraconej".

A Katarzyna Wągrowska jest moją guru, jeśli chodzi o ekologiczne działania w lokalnej (domowej) przestrzeni, dlatego cieszę się, że jej rady będę miała pod ręką.

Oczywiście clou tego wpisu to zakładki: zestaw magnetycznych, które kolorystycznie wpisują się w nader często używany przeze mnie słownik synonimów (tam też będą mi służyć) oraz  zakładka fachowo pozwijana (quilling) przez moją teściową - precyzja i doskonałość.

Serdecznie dziękujemy za wszystkie niespodzianki.



 

wtorek, 5 listopada 2019

Przejesiennienie




"Spokojne przechodzenie jesieni w zimę wcale nie jest przykrym okresem"* jeśli dobrze się do tej czynności przygotować.
Jednym ze sposobów na przejesiennienie**  jest zatracenie się w  książkach.  Proces ten w przedzimiu jest znacznie ułatwiony, bo na wydawniczym rynku największy wysyp lektur. Skuteczne zawieruszenie musi nastąpić po sam epilog i od deski do deski - tylko wtedy  spora szansa, że świat o nas zapomni, bo komu by się chciało szperać w stercie makulatury. A jeśli już napatoczy się jakiś "buszujący w" i zacznie czytać nam przez ramię, to można zagrzebać się jeszcze głębiej - po denną literaturę przecież nikt nie sięga ;). Zatem zaczytajmy się po uszy i do dna. Szeleśćmy kartkami, aż liście się zawstydzą.  

Zakładkę zszeleściła i zjesienniła oczywiście moja teściowa. :)

* Tove Jansson "Dolina Muminków w listopadzie"
** od: przezimowanie

wtorek, 15 października 2019

"Kolor czarny detronizuje wszystko"

 
 
"Kolor czarny detronizuje wszystko" powiedziała Coco Chanel.
 
Przejrzeć czerń - zadanie niemożliwe.
Można ją oswoić, dopasować można, ale rozpracować? - nierealne.
Można się zagubić, (ukryć - udając zagubienie), pogrążyć lub utkwić.
Zakochać się w czerni, lecz po czasie - gdy dojrzeje w naszych oczach, gdy skruszeje.
A gdy wreszcie czerni się zaufa i zawierzy - zdetronizuje wszystko.. ystko..ystko...ko...
 
Odrobina siwizny tylko dodaje uroku, a jakże.
Zakładki na zdjęciu, to rękodzieło mojej teściowej. Prezent urodzinowy.

niedziela, 15 września 2019

Lekcja muzealna




Docenienie pewnych rzeczy, osób, sytuacji przychodzi wraz z życiowym doświadczeniem.
Gdy kilkadziesiąt lat temu, na wycieczce szkolnej, wychowawca klasy mojego męża powiedział chłopakom, że po nastoletniej fascynacji punk rockiem i metalem, przyjdzie czas na jazz, to śmiali się, że nigdy w życiu. Miłe dzisiaj te wspomnienia przy podwójnym espresso i dźwiękach EABS.
Zwiedzając w podstawówce sale pszczyńskiego Muzeum Zamkowego nikt nie myślał, żeby oglądać stare wazy i nocniki, tylko żeby wykonać jak najdłuższy ślizg po posadzce w wielkich ochronnych papuciach.
Efekt nieudolnej edukacji kulturalnej był taki, że wchodząc do jakiegokolwiek muzeum czułam się koszmarnie nie na miejscu. Dlatego postanowiłam naszą córkę oswoić ze sztuką, gdy była całkiem mała, przy czym skorzystaliśmy na tym wszyscy w rodzinie.
Muzea odwiedzamy kilka razy w roku, nie tylko w czasie letnich wyjazdów, ale i w zwykły weekend, w naszych zwykłych śląskich miastach.
Same muzea zasługują na osobny wpis na blogu, ponieważ zakładek tematycznych w kolekcji mam bardzo dużo. Dlatego dziś - w tym ogólnym wpisie - umieszczam zakładkę zrobioną przez moją teściową - mamę Basię. Zakładka jest trójwymiarowa, stylizowana na dzieło sztuki, a prezentuje obraz Marii Lepszy o tytule "Co dalej...". Miniatura obrazu wycięta została z reklamowego folderu.

wtorek, 10 września 2019

Romantyczne antydepresanty

 

Lekturę literatury romansowej i romantycznej, traktuję głównie jako literacki antydepresant. Przydaje się zwłaszcza w długi zimowy niedzielny wieczór, gdy podświadomość  krąży wokół kolejnego tygodnia życiowego kieratu. Przydaje się do wystornowania zapisów myślowych, gdy głowa ciężka od kont księgowych i zestawień. Pochopnie jednak sądzić nie należy, że gdy romans to jakikolwiek bądź. Niestety, im więcej przeczytanych, tym większe wymagania. Im więcej przeczytanych, tym trudniej uwierzyć na jakie banały i nudy marnuje się celulozę.

Przeczytane książki oceniam na portalu biblionetka.pl. Oceny wystawiam jedynie na potrzeby własne, a moim kryterium oceniania jest zwyczajna przyjemność z czytania. Co mi po tym, że "Wichrowe wzgórza" zaliczane są do arcydzieł literatury romantycznej (i dramatycznej), skoro męczyłam się strasznie i przyjemności z lektury nie było żadnej.
 
"Biegając boso" Amy Harmon  dałam najwyższą notę, ale tuż obok tak samo oceniłam "Nieznanemu bogu" Steinbecka. Wiadomo, że drugi tytuł, to arcydzieło, a o pierwszym słyszał mało kto, ale przyjemność z czytania była taka sama...
 
Wypożyczając kiedyś z biblioteki podrzędny romans, który wcześniej zamówiłam elektronicznie (czyli mogłam teoretycznie nie do końca wiedzieć co takiego zamawiam)  pani bibliotekarka zapytała mnie, czy mam świadomość co wypożyczam. Roześmiałam się i zapytałam, w czym lepsze są sztampowe kryminały Katarzyny Bondy, czy (przepraszam, według mnie nudne) horrory Stephena Kinga od tych tu romansideł?
 
Poza tym cała moja wiedza o średniowiecznej Anglii i Szkocji (podbojach Wilhelma Zdobywcy, życiu w zamkach, daninach);  o dziewiętnastowiecznym Londynie (tytułach arystokratycznych, zasadach dziedziczenia, klubach, balach debiutantek, modzie, konwenansach towarzyskich); o ludzkiej historii Stanów Zjednoczonych (konfliktach, trudach życia, wojnie secesyjnej)  - pochodzi właśnie z romansów.

Dzisiejszemu wpisowi towarzyszy zakładka zrobiona przez moją teściową - prezent urodzinowy z 2013 roku. Na niej twarze bohaterek romansów: wytrwałych heroin z gorącej Georgii i delikatnych debiutantek w czasie sezonu u Almack'a.




sobota, 31 sierpnia 2019

Zakładki pasamoniczne




Snują się nitki plącząc po wątkach, mrugają oczkami stojąc w barwnych rządkach.

Moja mama - będąc biegłą w pracach dzianych, lubiła wyrabiać ozdobne chusteczki. Z cienkiej nitki i kawałka płótna powstawały różnokolorowe szydełkowe serie: sztuka użytkowa, która pięknie zapakowana świetnie nadawała się na prezent w szarych kryzysowych czasach PRLu.

Siostra mamy - moja ciocia - oprócz szydełkowania,  jest ekspertem w wyszywaniu. W niejednym domu zdobią stoły mistrzowsko wyhaftowane przez ciocię obrusy i serwety, a w oknach wiszą
misternie wydziergane firany.

Te szmuklerskie umiejętności obydwie przejęły po mojej babci, która uwielbiała dziać na drutach. Szkoda, że zdrowie babci już na to nie pozwala. Pamiętam z dzieciństwa pobudki w ciemne zimowe poranki, gdy pierwszym obrazem, który oglądałam po otwarciu oczu była babcia siedząca w fotelu, przy małej lampce i z drutami w rękach. Z dźwięku drutów powstawały melodyjne swetry, puchate skarpety i ciepłe, wyściełane watoliną rękawiczki z jednym palcem. Do dziś w mojej szafie mieszka czarny ażurowy sweter, zrobiony przez babcię na specjalne zamówienie, według wzoru z modnego wówczas katalogu.

Na zdjęciach zakładki pasamoniczne - dziane wyroby autorstwa mojej mamy i cioci. Sztuka użytkowa i kolekcjonerska w jednym.
 
Słowniczek:
Szmuklerz, pasamonik - rzemieślnik zajmujący się wytwarzaniem wyrobów pasmanteryjnych
Pasamonictwo - wytwarzanie pasmanterii

wtorek, 6 sierpnia 2019

Ogniwo




Współistnienie ogniw - zżytych i dobranych - tworzy łańcuch - nie okowy! - misternych pasm - więzi i zażyłości - jedności i tkliwości - zahartowanych acz nie wypalonych - przyjaźni.
 
Zakładki ze spełniających powyższe normy oczek połączyła dla mnie Gosia.
Obok bransoleta, ręcznie zrobiona - prezent od Gosi na moje urodziny.
Jeden z cudów świata; ba! - w całym wszechświecie nie ma takiej drugiej.

 

niedziela, 14 lipca 2019

Nocą wszystkie koty są czarne...


 
Ta szalenie szykowna kocica z długimi rzęsami i pazurami pod kolor muchy, sprezentowana została mi oczywiście przez teściową. Drewniana zakładka z jednej strony została przez mamę pomalowana czarnym błyszczącym lakierem; z drugiej oklejona wzorzystym papierem. Ten ostatni materiał wykorzystała także do skrojenia etui, które z kotem tworzą estetyczny urodzinowy zestaw.

Ze zwykłego sztampowego szablonu do decoupage powstał wytworny kot z charakterem.
Mama miaua świetny pomysł.
 

czwartek, 4 lipca 2019

Perfekcyjne sczytanie



Nie wiedzieć czemu okres wakacyjny był w moim dzieciństwie czasem, gdy powtórnie oczytywałam domową biblioteczkę. Większość książek, które wlokę za sobą w kolejne miejsca i czasy mojego życia, doprowadziłam do rozsypki. Niektóre nie potrafią się już pozbierać, ale muszą mi wybaczyć - nie zabiorę ich do introligatora, nie naprawię, bo wszystko co teraz: każde pomarszczenie strony, każda odklejona kartka, każde zagięcie i naderwanie grzbietu, świadczy o tym co kiedyś: o oddaniu i zaczytaniu.

Będąc dawno temu na spotkaniu autorskim z Januszem L. Wiśniewskim i czekając w kolejce na autograf usłyszałam, jak jedna z czytelniczek przeprasza autora, że jej egzemplarz "Samotności w sieci" jest zniszczony. Wiśniewski odpowiedział, że widok tak sczytanej książki jest widokiem dla niego najwspanialszym.

Ciekawe, czy równie zadowolona byłaby Tove Jansson widząc moje wyświechtane Muminki, albo Ewa Lach zbierając rozklejone strony z "Imieniny babci Józefiny".

Dla kontrastu, wpis postanowiłam ozdobić zakładką perfekcyjną w wykonaniu i nie skalaną użytkowaniem. Nie znaczy to, że nie jest moją ulubioną. Jest to egzemplarz, na który spoglądam z przyjemnością, a wykonany został przez moją teściową. Na zdjęciu jest awers i rewers zakładki wraz z mieszczącym ją etui.

         

środa, 8 maja 2019

Pisze pani na maszynie ABC... pada drobny deszczyk



"Miłość kap, kap, pada jak deszcz, jak do ucha słodka pieśń" śpiewa Fisz (Bartek Waglewski) w piosence "Idzie miłość". Na zdjęciu zatem urodzinowe zakładki pełne deszczu - autorstwa mojej teściowej.

piątek, 3 maja 2019

Pisze pani na maszynie ABC... przepłynęła rzeczka



Pisze pani na maszynie ABC, a czas płynie nieubłaganie.
Odkąd zbieram zakładki, na każde urodziny dostaję od teściowej w prezencie egzemplarz autorski.
Uzbierało się sporo tych urodzinowych cudeniek. Zaprezentowana na zdjęciu zakładka jest jedną z moich ulubionych. 

czwartek, 14 marca 2019

Zestaw papierowo złożony







Założyć na skraju, skrzywić i przekręcić; trochę zmarszczyć i załamać, na koniuszku, na kancie - byle nie przegiąć. Przy krawędzi zakos, a na ostrym brzegu wgięcie - oto i takie starania mojej teściowej złożyły się na serię zakładek orgiami.

niedziela, 10 marca 2019

Pasowany na zakładkę

 



Stary pas z frędzelkami idealnie wpasował się w ideę recyklingu, zatem został pasowany na zakładkę. A nawet dwie, które idealnie do siebie pasują. Czynności przeszycia wtórnego dokonała moja teściowa. Jeśli chodzi o prace krawieckie - stanowczo ja pas.

piątek, 22 lutego 2019

Zwariowany podwieczorek



"- Nalej sobie jeszcze herbaty - z wielką powagą zwrócił się do Alicji Marcowy Zając.
- Jak dotąd nie piłam herbaty, więc nie mogę sobie nalać jeszcze - powiedziała Alicja obrażonym tonem - najwyżej mogłabym sobie tej herbaty nalać już.
- Chyba chciałaś powiedzieć, że jeszcze możesz sobie nalać herbaty, tak? - zauważył Kapelusznik. - O wiele łatwiej jest jeszcze sobie nalać herbaty niż już nie nalewać, jeśli się dotąd nic nie piło.
- Nikt pana nie pytał o zdanie - powiedziała Alicja."
Fragment "Alicji w krainie czarów" L. Carrolla w przekładzie Elżbiety Tabakowskiej. Ilustracje do tego wydania stworzyła niezrównana Tove Jansson - Mama Muminków.  Mimo bezgranicznego uwielbienia dla artystki, nie jestem pewna czy jej plastyczna wizja sennego świata Alicji podoba mi się. Na pewno jednak podoba mi się zakładka ręcznie zrobiona przez moją teściową. Na fotografii zaprezentowana została na dole. Wszystkie elementy zakładki pochodzą z kartonowego pudełka po herbacie. To dopiero pierwsza z wyjątkowych wykonanych przez mamę zakładek, które zaprezentuję na blogu. Polecam uwadze.

czwartek, 7 lutego 2019

Niewyczerpane pomysły






Zakładki z czerpanego papieru, to niewyczerpane pomysły.

Pierwszą z zakładek odwodniła i ozdobiła średniowieczna rękodzielniczka, którą spotkałam na jarmarku przy zamku w Chudowie.

Pięć pozostałych, w stylu Andy'ego Warhola, pochodzi z niemieckiego zestawu papeteryjnego.