W wywiadzie przeprowadzonym
przez Małgorzatę Niemczyńską z Krzysztofem Vargą, na pytanie „Dlaczego ty
właściwie piszesz?”, Varga odpowiedział „Najprostsza odpowiedź jest taka:
zacząłem pisać, bo bardzo lubiłem czytać”.
Miłość Vargi do czytania musi być wielka, bo powieść „Sonnenberg” jest
jego siedemnastym wydawnictwem, obok zbiorów opowiadań, rozbudowanych esejów,
felietonów i innych powieści. W książce tej, jak i w kilku poprzednich
traktujących o Węgrzech, autor przybliża nam kraj, w którym, z racji
pochodzenia, spędził część dzieciństwa. Szczególnym sentymentem darzy miasto
rodzinne. Dlatego miejsce akcji - Budapeszt – opisane jest z ogromną
dokładnością. To wręcz literacki street view, który przemierzamy wraz z głównym
bohaterem, Andrasem, „naukowcem badającym wpływy austriackiego i niemieckiego
modernizmu na literaturę Europy Środkowej po 1945 roku”, a równocześnie
niespełnionym pisarzem ogarniętym swoistym marazmem, nie tylko w kwestii
zawodowej. Andras oddany jest Agnes, mężatce, z którą łączy go romans i uczucie
trochę dziwne, wręcz dziwaczne, trudne do określenia. Ten brak określoności
sprawia, że Andras, nieustannie zabiegający o kontakty z Agnes wydaje się
trochę słaby i niezdecydowany. Miłość go wyczerpuje, sprawia, że egzystuje z
dnia na dzień, biega za ukochaną, bezwolnie dostosowując się do miejsc i
wydarzeń, w których ona uczestniczy. Owszem, zachęcany przez Agnes, spotyka się
także z innymi ludźmi, przyjaciółmi, z
kobietami, ba! romansuje nawet, ale wszystko to w napięciu, w
oczekiwaniu, w strachu przed koniecznością podjęcia wyboru. Dla niego liczy się
tylko Agnes.
Dzięki ulicznym wędrówkom
głównego bohatera mamy okazję świetnie poznać stolicę Węgier. Varga w tak namacalny sposób opisał klimat
miasta, że czytelnikowi wydaje się, że to on sam jedzie autobusem linii 178,
czeka pod kinem Puszkin, poddaje się tłumowi podczas demonstracji w alei
Rakoczego, pija kawę w kawiarni na ulicy Vaci, odwiedza sklep muzyczny „na
małym placu Serwitów, w który niczym rzeczka wpada ulica Petofiego” i wraca na
przedmieścia do dzielnicy swego dzieciństwa - Zuglo. Ze wspomnień i rozmyślań
Andrasa poznajemy historię Węgier, tą komunistyczną i wojenną, jakże podobną do
polskiej, jakże tragiczną i smutną. Krzysztof Varga, w czasie pisania tej
powieści, często wracał do Budapesztu, żeby zweryfikować swoje wspomnienia.
Opisy miejsc miały odzwierciedlać rzeczywistość i chociaż nie jestem w stanie
tej zgodności zweryfikować, to kształtność zdań, dbałość o detale i ogromny
zakres tematyczny świadczy o świetnym
przygotowaniu autora. Jeżeli ktoś w to wątpi, to polecam cztero i pół stronnicowy
opis zapachu kobiecych perfum. Wierzcie mi, że czułam ich aromat unoszący się
między słowami.
Krzysztof Varga jest jednym z
najlepszych współczesnych polskich pisarzy. Z ostatnich wydanych przez niego
książek, w tym zbioru opowiadań „Egzorcyzmy księdza Wojciecha”, trudno mi
wybrać tą najlepszą. Każde napisane przez Vargę zdanie, to słowny
majstersztyk, a złożona z nich opowieść, to intelektualna uczta. Z
doświadczenia jednak wiem, że utwory Vargi nie są dla każdego. Nie ma w nich
żywiołowej akcji; składają się głównie z długich rozmów, przemyśleń i monologów, dla kogoś może
drażniących, czy nudnych, dla niektórych obrazoburczych. Ale na pewno nie można odmówić Vardze
erudycji i błyskotliwości.
Mój pierwszy kontakt z Krzysztofem Vargą i jego twórczością miał miejsce w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Katowicach, gdzie Varga spotkał się z czytelnikami na spotkaniu autorskim. Wcześniej nie czytałam żadnej z jego książek. Dzisiaj, kilka lat później, uważam że Varga jest jednym z moich najbardziej ulubionych polskich pisarzy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz