Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niemcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niemcy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 listopada 2019

Kawa




"Poczęstowałabym Cię kawą, ale umyłam już dzbanek" - tymi słowami Darlene Snell w drugim sezonie netflixowego serialu "Ozark" wyprosiła niemile widzianego gościa.
Nie skorzystałabym raczej z gościnności Snellów, bo zaproszenie na kawę tożsame było z ostatnim posiłkiem. Dlatego oględne wyproszenie to raczej akt łaski niż towarzyski nietakt.
Sztuka dyplomacji w wykonaniu Darlene - znakomita, a seriale na platformie godne polecenia.

Zaprezentowany zestaw zakładek to zrywkowy niemiecki kalendarz z 2006 roku.

  

czwartek, 10 października 2019

Moment magnetyczny

 

Zakładki magnetyczne, to jeden z większych działów w mojej kolekcji. Zaczęło się od serii niemieckich zakładek z UNICEF, które dostałam od mojej nieżyjącej już babci. Później dochodziły kolejne zestawy, bo zakładki magnetyczne lubią w zestawach występować :).
Sporo zdobyłam na różnych targach książki, otrzymałam w prezencie, a także wyszperałam w second handzie.  

Ważną wielkością charakteryzująca magnes jest moment magnetyczny*. To ten moment, w którym zakładki przyciągają wzrok.


* za Wikipedią


 

poniedziałek, 18 lutego 2019

Stąd i zowąd oraz z gdziebądź



Nie zawsze pasje kolekcjonerskie spotykają się z uznaniem, czy zaciekawieniem. Czasami budzą śmiech i pobłażanie. Zazwyczaj jednak, gdy już rozmowy na ten temat poważnieją, a taka forma hobby przestaje być kojarzona wyłącznie z dzieciństwem, zdobywa się zainteresowanie.

Kilkanaście lat temu, z racji wykonywanego zawodu, miałam kontrolę podatkową. W trakcie zwyczajnej rozmowy z urzędnikami wypłynął temat hobby. Proszę sobie wyobrazić, że minęło dobrych parę lat, a przy każdym przypadkowym spotkaniu w urzędzie skarbowym jeden z urzędników wita się ze mną i pyta jak kolekcja. Podejrzewam, że nie pamięta firmy, którą wówczas kontrolował, ale pamięta zakładki. To miłe.

Oczywiście zawsze mogę liczyć na pamięć osób z bliskiego otoczenia. Rodzina, przyjaciele, współpracownicy, panie bibliotekarki i antykwariusze - każdy widząc jakiś ciekawy egzemplarz, czy to na wczasach, czy to na targach staroci, czy to w zapomnianych książkach - odkłada/zakupuje  go dla mnie. Najcenniejsze i najoryginalniejsze są zakładki wykonane ręcznie - takich sporo w mojej kolekcji - z czasem je zaprezentuję. Wymiany z innymi kolekcjonerami to też ważne źródło nowych egzemplarzy. Nie zawsze wymiany są wyrachowane, najczęściej serdeczne i owocujące kilkuletnim kontaktem. Najmniej czułe, ale najłatwiej dostępne są zakładki kupowane na aukcjach lub w  internetowych sklepach. Tak robiłam na samym początku, teraz staram się skupić na oryginalności egzemplarza.  A z największą nostalgią podchodzę do starych, wymęczonych zakładek z zamierzchłych czasów. Te mają niepowtarzalny klimat i żałuję, że nie znam historii każdej z nich.

Na zdjęciu kolejna zakładka z czerpanego papieru, którą dostałam z Niemiec od mojej nieżyjącej już Babci.

czwartek, 14 lutego 2019

Book mark, a raczej pfenig.



Dwie zakładki, okienkową formą podobne, jednak wydane w innych okolicznościach.
Amazonska elektroniczna dżungla zareklamowała w ten sposób biznesowo finansowe publikacje, a jeden z niemieckich banków ocalił od zapomnienia markę.
Marka trochę zmarkotniała, ale pfenig bawi się setnie.


czwartek, 7 lutego 2019

Niewyczerpane pomysły






Zakładki z czerpanego papieru, to niewyczerpane pomysły.

Pierwszą z zakładek odwodniła i ozdobiła średniowieczna rękodzielniczka, którą spotkałam na jarmarku przy zamku w Chudowie.

Pięć pozostałych, w stylu Andy'ego Warhola, pochodzi z niemieckiego zestawu papeteryjnego.