niedziela, 28 kwietnia 2019

Pisze pani na maszynie ABC... przeszła pani na szpileczkach



Cały rocznik 1976 satyrycznego czasopisma "Szpilki" ukłuł mnie w oczy u babci na strychu. 52 numery tygodnika, złożone w grubą oprawioną księgę, w środku okazały się jeszcze bardziej ostre i cięte. W jednym z nich natknęłam się na frywolny szablon zakładki do książki, zaprojektowany przez Edwarda Lutczyna.

czwartek, 18 kwietnia 2019

Pisze pani na maszynie ABC... przeszły słonie



Na wortalu o książkach dla dzieci i młodzieży RYMS, ogłoszono czas temu:

Są białe kruki, białe noce, białe myszki… a u nas biały słoń, czyli książka dla was wyjątkowa, unikatowa, ponadczasowa. Zdobyta z narażeniem życia, odkryta na strychu, w piwnicy, w antykwariacie, w księgarni, u znajomego na półce. Taka, której się nie pozbędziecie za żadne skarby świata.

Propozycja pań redaktorek, aby poszukać w domowym księgozbiorze swojego białego słonia, była ciekawa. Wzięłam udział w zabawie i przedstawiłam trzy białe słonie. Poniżej linki:

http://ryms.pl/artykul_szczegoly/266/bialy-slon-kaczka-dziwaczka.html
http://ryms.pl/artykul_szczegoly/268/bialy-slon-a-raczej-kot-pieciokrotny.html
http://ryms.pl/artykul_szczegoly/270/bialy-slon-kapelusz-pelen-bajek.html


Z kilku książek wybrałam tylko trzy, ale wybór był bardzo trudny. Dlatego na blogu chciałam jeszcze wspomnieć o "Znowu się zakochałam".

To opowieści nastolatków wydane przez Naszą Księgarnię w 1991 r. za staraniem redakcji "Płomyka". Utwory były drukowane w "Płomyku" w latach 1982-1991. Czekałam na tę książkę około roku, ponieważ najpierw trzeba było zgłosić na kartce pocztowej chęć zakupu, a potem "Płomyk" organizował wydanie na podstawie liczby zainteresowanych osób. Nie wiem, czy pozycja była dostępna w księgarniach - ja ją zakupiłam wysyłkowo od "Płomyka".
Książkę ilustrowała Jadwiga Lipowska. Nakład 15 000 egzemplarzy. Dla mnie bomba! Nie znam, niestety, nikogo, kto posiadałby tę książkę, a szkoda, bo to jakoś jednoczy :). Pamiętam, że mając 18 lat, na obozie letnim poznałam dziewczynę, z którą zgadałyśmy się przypadkiem o ulubionej przez nas książce z dzieciństwa - "Imieniny babci Józefiny" Ewy Lach. I do dziś się z Basią przyjaźnimy :)

Sam RYMS, jako wortal i czasopismo, zasługuje na osobny wpis na blogu, ponieważ odegrał ważną rolę w moim życiu. Dlatego dziś skupiam się tylko na białych słoniach, a o RYMS-ie innym razem :).


niedziela, 14 kwietnia 2019

Pisze pani na maszynie ABC... kropka



Pisze pani na maszynie ABC w czasie porannej kawy:


Z dwóch małych kropek włożonych w ukrop powstanie dwukropek.

Mrożona kropka nad  "i" z czasem się skropi.

Gdy ją zwielokropić  powstaną trzy kropki.

Gdy kropka w kropkę, to zostaną dwie kropki.

Z dwóch małych kropek włożonych w ukrop powstanie dwukropek.

(...)

Kto pod kim dołki kropie, ten sam jest w kropce.


wtorek, 9 kwietnia 2019

Rymowanka na underwoodzie


Maszyna zaprezentowana na zdjęciu, to walizkowy egzemplarz starej maszyny Underwood, którą nasza rodzina odziedziczyła po dziadku. Czcionka jest niemiecka, podejrzewamy więc, że maszyna jest przedwojenna, ale niestety, brak na niej jakichkolwiek adnotacji.
W swoim życiu napisałam się na maszynie sporo, ponieważ kończąc klasę ekonomiczną musiałam zdać egzamin zawodowy z bezwzrokowego pisania na tejże. Było to dawno i niewygodnie :).

Równie dawno, w szkole podstawowej na przerwach bawiliśmy się w zabawę "Pisze pani na maszynie". Mówiąc wierszyk, który poniżej, ugniatało się plecy koleżanki, ciągnęło za włosy, czy łaskotało :). Podejrzewam, że wersje wierszyka i towarzyszących mu zaczepek były różne w różnych szkołach. Poniżej wersja z Zabrza. Przypominam ją na potrzeby kolejnych postów :).

Pisze pani na maszynie abc przecinek
pisze pani na maszynie abc kropka
przeszły słonie
przejechały konie
przeszła pani na szpileczkach
przepłynęła rzeczka
pada drobny deszczyk
czy przeszedł dreszczyk?

piątek, 5 kwietnia 2019

Tautogram wiosenny

 

Na wortalu RYMS zorganizowany został kilka wiosen temu konkurs na wiosenny tautogram. Wywiośniłam zatem.
A oto i on, kwiecisty ton?

Wiosno!
Wrażeń Wezuwiuszu
Wariacjo wyśniona
Wabisz...
Wodzisz...
Wzywasz...
Wiosno!!!!
Wartaś występku!

niedziela, 31 marca 2019

"Sonnenberg" recenzja powieści Krzysztofa Vargi


W wywiadzie przeprowadzonym przez Małgorzatę Niemczyńską z Krzysztofem Vargą, na pytanie „Dlaczego ty właściwie piszesz?”, Varga odpowiedział „Najprostsza odpowiedź jest taka: zacząłem pisać, bo bardzo lubiłem czytać”.  Miłość Vargi do czytania musi być wielka, bo powieść „Sonnenberg” jest jego siedemnastym wydawnictwem, obok zbiorów opowiadań, rozbudowanych esejów, felietonów i innych powieści. W książce tej, jak i w kilku poprzednich traktujących o Węgrzech, autor przybliża nam kraj, w którym, z racji pochodzenia, spędził część dzieciństwa. Szczególnym sentymentem darzy miasto rodzinne. Dlatego miejsce akcji - Budapeszt – opisane jest z ogromną dokładnością. To wręcz literacki street view, który przemierzamy wraz z głównym bohaterem, Andrasem, „naukowcem badającym wpływy austriackiego i niemieckiego modernizmu na literaturę Europy Środkowej po 1945 roku”, a równocześnie niespełnionym pisarzem ogarniętym swoistym marazmem, nie tylko w kwestii zawodowej. Andras oddany jest Agnes, mężatce, z którą łączy go romans i uczucie trochę dziwne, wręcz dziwaczne, trudne do określenia. Ten brak określoności sprawia, że Andras, nieustannie zabiegający o kontakty z Agnes wydaje się trochę słaby i niezdecydowany. Miłość go wyczerpuje, sprawia, że egzystuje z dnia na dzień, biega za ukochaną, bezwolnie dostosowując się do miejsc i wydarzeń, w których ona uczestniczy. Owszem, zachęcany przez Agnes, spotyka się także z innymi ludźmi, przyjaciółmi, z  kobietami, ba! romansuje nawet, ale wszystko to w napięciu, w oczekiwaniu, w strachu przed koniecznością podjęcia wyboru. Dla niego liczy się tylko Agnes.

Dzięki ulicznym wędrówkom głównego bohatera mamy okazję świetnie poznać stolicę  Węgier. Varga w tak namacalny sposób opisał klimat miasta, że czytelnikowi wydaje się, że to on sam jedzie autobusem linii 178, czeka pod kinem Puszkin, poddaje się tłumowi podczas demonstracji w alei Rakoczego, pija kawę w kawiarni na ulicy Vaci, odwiedza sklep muzyczny „na małym placu Serwitów, w który niczym rzeczka wpada ulica Petofiego” i wraca na przedmieścia do dzielnicy swego dzieciństwa - Zuglo. Ze wspomnień i rozmyślań Andrasa poznajemy historię Węgier, tą komunistyczną i wojenną, jakże podobną do polskiej, jakże tragiczną i smutną. Krzysztof Varga, w czasie pisania tej powieści, często wracał do Budapesztu, żeby zweryfikować swoje wspomnienia. Opisy miejsc miały odzwierciedlać rzeczywistość i chociaż nie jestem w stanie tej zgodności zweryfikować, to kształtność zdań, dbałość o detale i ogromny zakres tematyczny  świadczy o świetnym przygotowaniu autora. Jeżeli ktoś w to wątpi, to polecam cztero i pół stronnicowy opis zapachu kobiecych perfum. Wierzcie mi, że czułam ich aromat unoszący się między słowami.

Krzysztof Varga jest jednym z najlepszych współczesnych polskich pisarzy. Z ostatnich wydanych przez niego książek, w tym zbioru opowiadań „Egzorcyzmy księdza Wojciecha”, trudno mi wybrać tą najlepszą. Każde napisane przez Vargę zdanie, to słowny majstersztyk, a złożona z nich opowieść, to intelektualna uczta. Z doświadczenia jednak wiem, że utwory Vargi nie są dla każdego. Nie ma w nich żywiołowej akcji; składają się głównie z długich rozmów,  przemyśleń i monologów, dla kogoś może drażniących, czy nudnych, dla niektórych obrazoburczych.  Ale na pewno nie można odmówić Vardze erudycji i błyskotliwości.
Mój pierwszy kontakt z Krzysztofem Vargą i jego twórczością miał miejsce w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Katowicach, gdzie Varga spotkał się z czytelnikami na spotkaniu autorskim. Wcześniej nie czytałam żadnej z jego książek. Dzisiaj, kilka lat później, uważam że Varga jest jednym z moich najbardziej ulubionych polskich pisarzy.

wtorek, 26 marca 2019

Egipskie szarady





"Słońce wschodzi i zachodzi, a w Egipcie"1)  z papirusowej cibory lepi się zakładki do książek, które rozchodzą się, jak mrówki faraonki, po wszystkich kątach świata. I chociaż "wielki faraon nic już nie znaczy"2)  to turyści chętnie hopsają przy grobie Cheopsa, lwią ze Sfinksa i mumifikują wspomnienia.
 
 
1) Sztywny Pal Azji "Faraon"
2) Ga Ga "Faraon"


 
 

Z ilości podarowanych mi przez znajomych papirusowych zakładek wnioskuję, że to łatwo dostępna pamiątka z urlopu. Rękodzielnicy egipscy piramidalnie upraszczają wzornictwo swoich wyrobów. Hieroglify, scenki rodzajowe, sylwetki znanych i oklepanych - to jedenasta plaga egipska.
 
Czy oni się klątwy nie boją, przylepiając tandetnego kwiatka przy głowie Tutenchamona?