Muzykę Prince'a poznałam pod koniec lat osiemdziesiątych, kiedy mój starszy kuzyn - ogromny fan Prince'a, "katował" mnie przy każdym spotkaniu jego funkowo popowymi utworami. Chodziłam wtedy jeszcze do szkoły podstawowej i muzyka nie była dla mnie jedną z form ekspresji, tylko przypadkowymi dźwiękami w tle. Prince sprawił, że zaczęłam słuchać. Wszystkie odegrane kasety (to był ten czas bezkarnego kopiowania) znałam na pamięć i ciągle było mi mało.
Książka Wydawnictwa Dolnośląskiego "Chaos i rewolucja" nie jest dobrą książką dla entuzjasty Prince'a. Odniosłam wrażenie, że napisanie tej biografii, dla autora było zwykłym zleceniem, które wykonał bez serca. W książce znalazłam głównie krytykę i umniejszanie sukcesów, co mnie - dojrzałej już fance - czytało się źle. Prince jaki był, taki był*, ale trzeba przyznać, że jego wkład w światową muzykę jest znaczny. Był doskonałym kompozytorem, dobrym tekściarzem i płodnym twórcą.
Jutro mija czwarta rocznica jego śmierci. Smutno mi z tego powodu. Żeby uczcić pamięć Prince'a odtworzę wieczorem jeden z najpiękniejszych jego utworów "Sometimes It Snows In April", bo choć piękna pogoda za oknem, to w sercu "czasami pada śnieg w kwietniu, czasami czuję się tak źle, tak źle".
* chodzi o kontrowersyjność
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz