czwartek, 24 września 2020

Tryptyk runiczny

 


Tryptyk runiczny - dzieło mojej teściowej Barbary :).

Moje propozycje tytułów:


Tryptyk ekonomiczny "Run na bank"

Tryptyk filmowy "Potrójne życie weruników"

Tryptyk osobowościowy "Renuwacja wizerunków"


Ostatnio na blogu nie bywam, ponieważ przeniosłam prezentowanie swojej kolekcji na instagram.

Zasięg większy, zainteresowanie zadowalające, a i kontakt z odbiorcami intensywniejszy.

Dla zainteresowanych - nazwa mojego profilu, to @zalozone_strony

Pozdrawiam.





czwartek, 25 czerwca 2020

Smętna dziwaczka



"Smętna dziwaczka, wiecznie z nosem w książce, ubrana jak na rozmowę kwalifikacyjną na stanowisko księgowej w salonie pogrzebowym". Cytat ze "Śnieżycy" Neala Stephensona, którą niedawno czytałam. Oczywiście jako księgowa poczułam się dotknięta. Mój mąż stwierdził, że jestem przewrażliwiona. A ja po prostu nie lubię stereotypów, tym bardziej, że niejednokrotnie słyszałam tekst: "pani nie wygląda jak księgowa". Czyli jak kto? Jak kobieta?

Zakładka na zdjęciu, to oczywiście praca mojej teściowej. Rezultat użycia dziurkacza biurowego. W tym wypadku nuda, czy kreatywność?

poniedziałek, 22 czerwca 2020

"Gniazdo światów" - recenzja książki Marka S. Huberatha




Gavein Throzz, jak każdy obywatel Lavath, zgodnie z prawem w wieku 35 lat opuszcza obecną krainę i przenosi się do Davabel. Podróż na wysokości sekundowej trwa 36 godzin. Jego o 4 lata młodsza żona, której wiek jeszcze nie pozwala na przybycie do kolejnej krainy, wybiera czteroletnią realną podróż statkiem. Do Davabel docierają w podobnym czasie i są równolatkami. Nowy etap w życiu, nowe wyzwania. I żadnych pozytywnych wydarzeń.

Jedna z najciekawszych polskich powieści SF jakie czytałam. Nie bez powodu nagrodzona w 1999 r. Zajdlem, Śląkfą i Srebrnym Globem. Wróciłam do niej po latach, żeby pozwolić zaistnieć bohaterom ponownie. I nie są to przesadnie wzniosłe słowa, tylko odniesienie do treści "Gniazda Światów". To opowieść dla tych Czytelników, którzy choć raz zastanawiali się, co dzieje się z bohaterami, gdy książki nie są czytane. Czy następuje zawieszenie czasu, czy raczej dzieje się wszystko równocześnie? Skąd zmiany w książce czytanej po raz drugi? Rzeczy wcześniej nieuchwytne stają się wyraźne i odwrotnie. Może to nie tylko nasze złudzenie. Może bohaterowie mają tyle wcieleń, ilu Czytelników śledzi ich historię?

Powieść Marka S. Huberatha to gratka dla matematyków i humanistów, koneserów kryminałów i thrillerów, miłośników SF i fantasy, ale przede wszystkim dla wszystkich, którzy chcą przeczytać oryginalną, wciągającą i spójną powieść. Polecam właściwie każdemu. Niech nie zraża etykieta SF. Niech nie odstrasza mało efektowne wydanie. Ważny jest świat, który gnieździ. Ważna jest gra, którą Autor prowadzi z Czytelnikiem. 

piątek, 19 czerwca 2020

Przyszłość przelewa się w przeszłość...




"Przyszłość przelewa się w przeszłość przez zwężenie w teraźniejszości" - jak pisał Pratchett w "Kosiarzu". 


Oczywiście, że się z tym godzę, jednak uczciwsza byłaby dodatkowa zależność: im więcej przeszłości za nami, tym szersza niech będzie teraźniejszość, bo brak czasu w niej na wiele przyjemnych (więc ważnych) spraw.  

Każdy ma takie stany lękowe, jakie sobie wypracował, a moje skupiają się na świadomości, że nie przeczytam wszystkich książek, które przeczytać bym chciała. Zapisana jestem do kilku bibliotek, a książki biorę równocześnie na karty wszystkich domowników. W domu zachłystuję się zdobyczami i martwię, że nie zdążę przeczytać książek z pozostałych bibliotecznych półek. 

Zadumany ten post, bo wyciągnęłam zakładkę - prezent teściowej na moje 33 urodziny. Minęło od nich prawie 11 lat (!). 
Pytam: kiedy? 
Pytam: jak? 

"Książki zaginają czasoprzestrzeń" - to również Pratchett w "Straż! Straż!".

Podejrzewam, że to jest powód mojego gwałtownego przejścia z wieku 33 na 44. 
Za dużo czytałam.
Bo jak inaczej to wytłumaczyć?

poniedziałek, 11 maja 2020

Antologia półkowych potworków


Choć biblioteczka domowa, po kilku minimalistycznych akcjach, wydaje się przepielona, natknąć się w niej jeszcze można na przyczajone książkowe badyle, które wprawdzie legalnie bytują na domowych półkach, ale raczej na zasadzie wymuszenia, z litości, czy przez zasiedzenie. 

"Antologia nowelistyki pozytywizmu", to prezent który mój mąż otrzymał na 14 urodziny. Och, prezent ciekawy i bardzo doceniony, czytywany z entuzjazmem przez wszystkich członków rodziny bliższej i dalszej - zajmuje zaszczytne miejsce w kategorii "Po co to komu?". Zasiedział się przez 30 lat, czekał na kolejne pokolenie wielbicieli pozytywistycznych nowel, i nawet został tydzień temu wyszarpany z półki z nadzieją, że znajdzie się w nim "Gloria Victis" Orzeszkowej, którą miała omawiać w szkole córka. Rozczarował nas - tej nowelki nie było. W tej sytuacji nie pomoże mu nawet urodzinowa dedykacja.

Encyklopedia Popularna PWN* z poprzedniej epoki nie grzeszy ani aktualnością, ani wiarygodnością, jednak urok jej niewielkich gabarytów, ciekawe ilustracje i delikatna faktura kartek powstrzymują mnie przed oddaniem jej na przemiał. Kiedyś stanowiła moją ważną pomoc naukową, obecnie przechowuje w sobie szkolne pamiątki - niech zostanie jeszcze chwilę, to jej ostatni dom.

Wypracowania z serii "Maturzyści mają głos" ciągle wydawały mi się ważne i przydatne, do czasu gdy chciałam wspomóc nimi syna koleżanki. Natknęłam się na temat "Których pisarzy okresu Polski Ludowej cenię najbardziej i dlaczego?"  i z przerażeniem uświadomiłam sobie, że problematyki powieści Olgi Tokarczuk, o którym pisują współcześni maturzyści tam nie znajdę, aczkolwiek sama Tokarczuk wypracowanie na temat jak wyżej z pewnością napisała.
Zostawić dla przyszłych pokoleń? - sama nie wiem - na razie zostawiam.

A na koniec mój licealny koszmar, czyli "Giaur" Byrona w tłumaczeniu Mickiewicza.  Nie znoszę tego poematu, nie rozumiem co tam napisane, nie wiem co mnie napadło, że przywlokłam toto do domu. Czym prędzej zatem pozbywam się największej domowej zmory, a żeby akt pozbycia był spektakularny dołożę pozytywistów. 

Dwie stare zakładki na zdjęciu. Na jednej opis renesansowego poliptyku wieniawskiego (??), na drugiej Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza poleca książki Kraszewskiego. Tematyka zakładek mało atrakcyjna, ale czas ich pochodzenia rekompensuje tą niedogodność :).
* wydanie z roku 1965


wtorek, 5 maja 2020

"Dezerter. Poroniona generacja" Krzysztof Grabowski



Uświadomiłam sobie, że dobiłam do wieku, w którym wspomnienia młodości stanowią znaczny element moich opowieści. I choć staram się nie używać wyrażenia: "ja w twoim wieku", to pośrednio ciągle się przewija: w odsłuchiwaniu starych płyt, cytowaniu fragmentów dawno przeczytanych książek, nakłanianiu córki do czytania lektur szkolnych, czy w poczuciu solidarności z czterdziestolatkami  na koncercie "Dezertera" w czasie OFF Festiwalu w zeszłym roku. 
Nostalgia i wspominki mieszają się z zadowoleniem z tego co tu i teraz. Czyli wiek średni nadszedł.  I fajnie - mogę legalnie grzebać w minionych historiach, nadać im trochę kolorytu i podbić ich ważność. 

"Dezerter" to ten zespół, który miał duży wpływ na ukształtowanie mojego światopoglądu. Z jednej strony ostry, prowokujący - z drugiej inteligentny i z przesłaniem (nie było to oczywiste połączenie wśród zespołów punkowego pokroju). Dawał do myślenia i choć początkowo fascynował mnie tylko buntem, krzykiem i ostrą muzyką, to ostatecznie odczytałam przekaz i sporo zaczerpnęłam z niego na przyszłość. 

Wspomnienia Krzysztofa Grabowskiego - współzałożyciela, perkusisty i autora tekstów "Dezertera" to podsumowanie kilkudziesięciu lat działalności zespołu.* Jak sam autor mówi: "Nie jest to opowieść sensacyjna. Nie jest to dramat obyczajowy. Nie jest to też książka historyczna (...). Ta książka nie jest również biografią zespołu." 

Według mnie wydawnictwo jest materiałem dowodowym w sprawie o niezmienności wpływu systemu na życie jednostki. Obecnie!, czterdzieści lat temu! i jutro!
Zgromadzone w książce wycinki z wywiadów, zdjęcia i kolaże, okładki płyt i kaset, single, murale, klisze, notatki, artykuły podziemnych wydawnictw i plakaty - okazały się niestety ponadczasowe. Szczególnie teksty piosenek zespołu. Bo "Dezerter" to nie chaotyczna szamotanina - to poważne podejście do poważnych spraw, trafna ocena sytuacji i odpowiednie słowa.

Moją ulubioną płytą "Dezertera" jest  "Wszyscy przeciwko wszystkim" z 1990 roku. Czasem do niej wracam - gdy za bardzo poddaję się systemowi, "kiedy widzę armię głupoty i wszechpotężny triumf ciemnoty", albo gdy nachodzi mnie syndrom czterdziestoletniej młodzieży. Słucham, podśpiewuję, karmię wewnętrznego wichrzyciela, wierzę w rebelię... A rano znów odbijam życiową kartę obecności; karnie czekam na paragon z podsumowaniem pogrzebanych ideałów; raz do roku rozliczam się z szarości i skostnienia. 
I jedynie "nikt mi nie może zakazać myślenia", a "anarchia w głowie, to początek wyzwolenia".


Publikacja "Dezerter. Poroniona generacja".
Autor: Krzysztof Grabowski 
Wydawca KAYAX Production & Publishing, 2010

* Zespół działa do dziś. 

czwartek, 30 kwietnia 2020

"Mindhunter" recenzja książki




Lekturę "Mindhuntera" zaczęłam od ... obejrzenia serialu na Netflixie. Była to dobra kolejność, ponieważ prawdopodobnie nie zdecydowałabym się na książkę, gdyby nie spodobał mi się film. A serial jest bardzo dobry, intrygujący, przerażający i klimatyczny. I choć stanowi tylko luźną adaptację książki sprawił, że z zaciekawieniem sięgnęłam po pierwowzór.

Główny autor książki - John Douglas - ponad 25 lat pracował w FBI. Jest autorem programu profilowania psychologicznego, które obecnie stanowi jedno z narzędzi śledczych w kryminalistyce. Pierwsze kroki  Douglasa w tej dziedzinie były trudne. Jego działania spotykały się z krytyką i pobłażliwym podejściem współpracowników.  Ogrom pracy jaki Douglas włożył w rozwój  programu oraz praktyczne dowody na jego skuteczność sprawiły, że kryminalistyka zyskała nowy instrument w walce z przestępczością.
Książka "Mindhunter" to opowieść o trudnej i wymagającej drodze, jaką autor przeszedł, aby ten instrument określić, dopracować i wdrożyć. Niezliczone godziny pracy, wyczerpujące podróże, rozmowy i wykłady, pomoc innym jednostkom w znalezieniu morderców, badanie miejsc zbrodni - z jednej strony poznajemy elementy pracy, jaką Douglas wykonywał, z drugiej - wpływ, jaki jego ogromne zaangażowanie i obowiązkowość miały na życie prywatne i zdrowie.

Najistotniejszym przedsięwzięciem, jakiego podjął się w czasie pracy John Douglas, były rozmowy z najbrutalniejszymi przestępcami i mordercami w Stanach Zjednoczonych. Pozwoliło mu to w jakiś sposób zrozumieć mechanizmy ich działania, co wykorzystywał w swojej pracy, profilowaniu i publikacjach. W książce "Mindhunter" opisy tych spotkań stanowią sporą część opowieści. Spotkałam się z zarzutem, że autor przedstawił je beznamiętnie i bez empatii. Nie zgadzam się z tym. Same historie są tak szokujące, że stonowanie ich opisów, brak epatowania brutalnością i suche przedstawienie faktów sprawia, że nie uderzają aż tak bardzo w czytelnika. Wrażliwej osobie wystarczy świadomość, że wydarzyły się naprawdę. Niepotrzebne są sugestywne opisy.

Oprócz samych historii nieprawdopodobne były dla mnie inne kwestie - związane z prawem w USA. Ogromnym było dla mnie zaskoczeniem, że wypuszczani na wolność, po odbyciu wyroku i z opinią "zresocjalizowanej jednostki" przestępcy (seksualni oraz mordercy), mogą się starać o pracę w policji (!!!). Ich odbyte wyroki są po czasie "wymazywane" z akt, a do warunkowego zwolnienia wystarczająca jest opinia więziennego psychologa. Douglas nie był zwolennikiem takich działań i bardzo często interweniował, niejednokrotnie nieskutecznie. Douglas miał świadomość, że inteligentni przestępcy są również dobrymi psychologami i wiedzą jak zmanipulować system więzienny dla własnej korzyści.  

Nie chcę porównywać filmu "Mindhunter" do książki. Zazwyczaj obydwie dziedziny traktuję jako wzajemne uzupełnienie. Cześć epizodów z książki została przedstawiona w serialu. Podejrzewam, że kolejne historie posłużą za kanwę następnych sezonów. Przede mną jeszcze druga książka Douglasa "Mindhunter. Podróż w ciemność". Mam nadzieję, że będzie równie zajmująca i świetnie napisana. Bo przyznam, że jak na książki stricte amerykańskie, opowieść jest przedstawiona starannie. Może dlatego, że powstała w latach dziewięćdziesiątych, a wtedy jeszcze pisało się dobrze.