czwartek, 5 września 2019

Kolorowych snów...



Z Ewą znałam się ze spotkań w przedszkolu, na placu zabaw, z bibliotecznych imprez i ze szkolnych zebrań rodziców. Przegadałyśmy niejedną powrotną drogę, nie umiejąc się rozstać, bo tyle codziennych spraw było do obgadania. Wydawało się, że nasza znajomość miała potencjał, ale miałyśmy świadomość, że nie sztuka wziąć kolejnej przyjaźni w swoje życie, gdy nie starczy w nim czasu na dbanie o nią.
Okoliczności losu sprawiły jednak, że czas się znalazł -  w odstawkę poszło to co mało istotne, a przyjaźń rozkwitła, szkoda tylko, że w tak smutnym czasie.
Wracając z jednego z zebrań, rozmawiając o zwyczajnych problemach szkolnych naszych dzieci, Ewa powiedziała mi, że jest chora. Czekało ją kilka trudnych miesięcy walki z chorobą. Pamiętam każde słowo, które padło tego wieczoru, każdy uścisk, każdą łzę... Każdy krok zrobiony przeze mnie po schodach, gdy zapłakana wchodziłam na ósme piętro, próbując się uspokoić przed wejściem do domu. Moja droga po schodach trwała "kilka miesięcy", ale na finiszu byłam pełna nadziei, że Ewa wygra, że da radę, tylko trzeba siły, wiary i wsparcia.
***
Dlaczego do tak smutnej opowieści dołączam zakładki z miśkami Haribo?
Bo Ewa uwielbiała miśki. Wspominała kiedyś, że będąc małą dziewczynką robiła miśkom z pudełek po zapałkach łóżeczka wyściełane watą. Jej mama, widząc to, zwracała uwagę, że Ewa nie szanuje jedzenia, słodyczy, i że więcej miśków nie dostanie.  
***
Miśkowego snu Ewo!
 

 

sobota, 31 sierpnia 2019

Zakładki pasamoniczne




Snują się nitki plącząc po wątkach, mrugają oczkami stojąc w barwnych rządkach.

Moja mama - będąc biegłą w pracach dzianych, lubiła wyrabiać ozdobne chusteczki. Z cienkiej nitki i kawałka płótna powstawały różnokolorowe szydełkowe serie: sztuka użytkowa, która pięknie zapakowana świetnie nadawała się na prezent w szarych kryzysowych czasach PRLu.

Siostra mamy - moja ciocia - oprócz szydełkowania,  jest ekspertem w wyszywaniu. W niejednym domu zdobią stoły mistrzowsko wyhaftowane przez ciocię obrusy i serwety, a w oknach wiszą
misternie wydziergane firany.

Te szmuklerskie umiejętności obydwie przejęły po mojej babci, która uwielbiała dziać na drutach. Szkoda, że zdrowie babci już na to nie pozwala. Pamiętam z dzieciństwa pobudki w ciemne zimowe poranki, gdy pierwszym obrazem, który oglądałam po otwarciu oczu była babcia siedząca w fotelu, przy małej lampce i z drutami w rękach. Z dźwięku drutów powstawały melodyjne swetry, puchate skarpety i ciepłe, wyściełane watoliną rękawiczki z jednym palcem. Do dziś w mojej szafie mieszka czarny ażurowy sweter, zrobiony przez babcię na specjalne zamówienie, według wzoru z modnego wówczas katalogu.

Na zdjęciach zakładki pasamoniczne - dziane wyroby autorstwa mojej mamy i cioci. Sztuka użytkowa i kolekcjonerska w jednym.
 
Słowniczek:
Szmuklerz, pasamonik - rzemieślnik zajmujący się wytwarzaniem wyrobów pasmanteryjnych
Pasamonictwo - wytwarzanie pasmanterii

poniedziałek, 26 sierpnia 2019

"Świat według T. S. Spiveta" - recenzja książki Reifa Larsena



"To poważna sprawa. Przeciętność jest jak grzyb toczący umysł. Musimy ciągle się jej przeciwstawiać - będzie próbowała wpełznąć we wszystko, co robimy, ale nie wolno jej na to pozwolić. Nie wolno." *

„Świat według T.S. Spiveta” Reif Larsen

Wierzę w światy równoległe, światy prostopadłe, światy poza współrzędnymi. Wierzę, że droga do nich jest łatwa, trzeba tylko ją odkryć, odgarnąć z codzienności świata tego, uchylić okładkę i odważyć się przekroczyć próg.

Dzięki Reifowi Larsenowi odważyłam się odwiedzić świat T.S. Spiveta. Świat dla mnie abstrakcyjny, absolutnie poza układem mojej codzienności, zamknięty w kolorowych notesach głównego bohatera, a równolegle położony na ranczu w stanie Montana. Świat dwunastoletniego chłopca wrysowany w diagramy i wykresy, oplątany w siatki kartograficzne, które motają czytelnika, wpisują w scenariusz.

Tecumseh Sparrow Spivet jest potomkiem finlandzkich emigrantów, synem urodzonego sto lat za późno szorstkiego ranczera i taksonomistki doktor Clair, miłośniczki chrząszczy.

Jako laureat znaczącej naukowej nagrody, otrzymuje zaproszenie do Instytutu Smithsona w Waszyngtonie. Nagroda jest efektem czteroletniej pasji T.S. Spiveta. Młody kartograf, posiadający niesamowity dar obserwacji, potrafi stworzyć mapę każdego zdarzenia w czasoprzestrzeni. Genialny, doceniony, lecz… nieletni. Dlatego w tajemnicy przed bliskimi Spivet opuszcza rodzinne strony i samotnie wyrusza ku wielkiemu miastu, wielkiej nauce i życiowej szansie. Zaopatrzony w kartograficzne narzędzia, szkielet wróbla i notes-pamiętnik matki rozpoczyna podróż, której ścieżek nie jest w stanie nawet sobie wyobrazić. Ze swojskiego rancza, od kochających go bliskich jedzie pociągiem ku nieznanemu światu. 

Przedstawione w czasie podróży wydarzenia,  to nie tylko opowieść zamknięta w słowach. To równocześnie rodzaj mapy: szkice i schematy, jako topografia przeżyć; wpisane w kilometry torów kolejowych godziny samotności; statystyczne raporty włóczęgi przerywane dygresyjnymi historyjkami. Najistotniejszym elementem zdaje się być zawarta w pamiętniku opowieść matki Spiveta - przypadkowo odkryty szlak z przeszłości prowadzący ku zrozumieniu teraźniejszości.

W Polsce książka, o której piszę przeszła bez echa… Przepiękne wydanie w twardej oprawie, dopracowane szczegóły schematów i wykresów sporządzanych przez Spiveta, dygresje na marginesach – to literacki majstersztyk. To książka, której nie czyta się jednym tchem, ale delektuje się każdą stroną, każdym szkicem…

W 2013 roku na podstawie powieści powstał film z Heleną Bonham Carter w roli mamy Spiveta. Również przeszedł bez echa, a i wydawnictwo nie spróbowało ponownej promocji w połączeniu z filmem. Żałuję bardzo, bo to zdeptana perła.

Powieść Larsena polecam wszystkim, którzy szukają nieudeptanych dróg, nietuzinkowej beletrystyki i intelektualnej zabawy.  Wszystkim, którzy kochają podróże -  w czasie,  w przestrzeni, a zwłaszcza palcem po mapie :). Przede wszystkim polecam jednak tym, którzy wierzą w światy alternatywne. Poznajcie jeden z nich - świat T.S. Spiveta!


"Świat według T.S. Spiveta" Reif Larsen

 

 

środa, 21 sierpnia 2019

E-booki



"Bowiem solidna książka zawsze wskazuje w inną stronę i poza siebie" *

Gęsich piór ze świecą szukać, jak i abakusów. Fotografie zalegają w ilościach nudzących, zamiast w gustownych albumach pamięć odświeżać - pamięć wirtualną zajmują, a im więcej tym lżejsze emocjonalnie. Ni posłańca, ni telegramu - czas analogowy przemija, masowa cyfryzacja, ludzie ludziom matrix szykują, a ludzie w e-wrota wchodzą.
 
Cenić czarne płyty, lecz słuchać srebrnych.
Relaksować się przy świecy, lecz żyć przy żarówce.
Z lubością pisać listy, lecz krótkie wysyłać wiadomości.
Kochać papierowe książki, lecz czytać na czytniku e-booków.
 
Po lekturze "Zbyt głośnej samotności" Hrabala będąc, wierzę, że prawdziwe papierowe dzieła sztuki przetrwają mimo e-rewolucji. Dlatego z czytnika korzystam, nie czując wyrzutów sumienia. Może nawet cenię, że ekologicznie... I choć czytnik nie pachnie drukarską farbą, nie założę strony zakładką, nie odegnę grzbietu, to mogę czytać "po ciemku", zabrać półkę z książkami do torebki, podelektować się miłą w dotyku fakturą urządzenia.
 
* B. Hrabal "Zbyt głośna samotność", Wydawnictwo Literackie, 1993

piątek, 16 sierpnia 2019

Saga Norweska

 

Na początku lat 90-tych furorę na polskim rynku wydawniczym zrobiła seria romantyczno-fantastycznych książek  norweskiej pisarki Margit Sandemo. Części Sagi o Ludziach Lodu wydawane były co miesiąc, a skoro całość liczy 47 tomów, to impreza trwała aż 4 lata. Były to lata wyczekiwań i niecierpliwości, a choć dziś zdaję sobie sprawę z prostej formy tych powieści, może i ich naiwności, to jednak Sagi będę bronić do ostatniej kartki. No, może gdzieś do 40 tomu, bo potem to trochę nudnawe się zrobiło. Niektórzy czytelnicy pewnie i wcześniej zaniechali czytania, zarzucając serii powtarzalność pomysłów w tomach, zagmatwanie, czy po prostu znudzili się stylem autorki. Ja jednak przeczytałam wszystkie części, a niektóre, co bardziej romantyczne - kilkakrotnie. Sandemo pisała o tym, o czym się jeszcze w naszym kraju wówczas głośno nie mówiło. Przedstawienie różnych aspektów miłości nie było ani nachalne, ani szokujące, po prostu było. I ta różnorodność odróżniała sagę od harlequinów, których największy wysyp miał miejsce w tym samym okresie.

Po kolejne serie - inne sagi tej autorki, jak również innych skandynawskich pisarek, już nie sięgnęłam. Ale widzę że było ich niemało, bo w osiedlowej bibliotece zajmują sporo miejsca na regałach. Przyznam się jednak, że to pierwsze wydanie Sagi o Ludziach Lodu jest w mojej biblioteczce do dziś, a czasem gdy ogarnie mnie smutny nastrój (w niedzielny zimowy wieczór na przykład), to wyciągam przypadkowy tom i podczytuję.

wtorek, 6 sierpnia 2019

Ogniwo




Współistnienie ogniw - zżytych i dobranych - tworzy łańcuch - nie okowy! - misternych pasm - więzi i zażyłości - jedności i tkliwości - zahartowanych acz nie wypalonych - przyjaźni.
 
Zakładki ze spełniających powyższe normy oczek połączyła dla mnie Gosia.
Obok bransoleta, ręcznie zrobiona - prezent od Gosi na moje urodziny.
Jeden z cudów świata; ba! - w całym wszechświecie nie ma takiej drugiej.

 

piątek, 2 sierpnia 2019

Icovellavna



Celtyckie węzły, jak labirynty codzienności, zapętlone w schematyczne wzory, w spirale obowiązków, w kłęby nieskończoności. 

Celtyckie węzły, pełne wiraży i zakrętów, ślepych korytarzy, powrotów do punktu wyjścia i drugich szans. 

Celtyckie węzły. 
Bliskie sobie, nawet gdy różne. Związane wspólnymi liniami tworzą splot nierozerwalny i solidny, trwały w trwaniu.

Zakładkę z deszczowej Irlandii przywiozła i sprezentowała mi Basia. Wspólna linia naszych celtyckich węzłów przeszła wszelkie testy solidności - jest niezniszczalna.